Perpetuum mobile

Plan na najbliższe dwa tygodnie jest bajecznie prosty: orać jak konisko w polu. Po zawodach w Bydgoszczy głowa pracuje jak nigdy dotąd, więc opcje są tylko dwie: albo pobiję rekord kinazy kreatynowej, coś mi odpadnie i wybuchnie mi czacha, albo nadrobię tyle zaległości, ile tylko się da. I szczerze mówiąc bliżej mi do bramki numer … Czytaj dalej

Enea Bydgoszcz Triathlon 2018 – debiut na dystansie 1/2 IM

Enea Bydgoszcz Triathlon był moim szóstym z kolei weekendem na zawodach triathlonowych w tym sezonie. Jednocześnie był to mój debiut na dystansie 1/2 Ironmana i pierwszy krok w przygotowaniach do Enea IRONMAN 70.3 Gdynia. Jeśli nic nieprzewidzianego nie wpadnie mi w plan treningowy, moim kolejnym startem będzie dopiero Gdynia. Uwielbiam startować, zawody działają na mnie … Czytaj dalej

1/4 IM w Stężycy – engine checking

Start w Stężycy był moim pierwszym tegorocznym startem w triathlonie dłuższym niż sprint czy 1/8 IM. Choć teoretycznie nie mam powodów do obawiania się dystansu, za każdym razem po dłuższej przerwie zastanawiam się, jak sobie z tym poradzę. I zawsze za metą mam tę samą myśl: to jest mój dystans. Z 1/8 i 1/4 jest … Czytaj dalej

Susz Triathlon po raz trzeci!

ACH TEN SUSZ! Te zawody są nie do podrobienia. Niepowtarzalna impreza w wyjątkowej miejscowości. Trudno to nawet opisać – mam wrażenie, że na te dwa dni (w sumie to nawet na trzy) Susz staje się triathlonowym centrum wszechświata. Tam są chyba wszyscy, i to nawet bardziej wszyscy niż w sierpniu w Gdyni. Organizacja, trasa – … Czytaj dalej

Elbląg ponownie czyli triathlon bez przypału (ojej!)

Trochę spóźniam się z relacją z poprzednich zawodów, a to bardzo źle, bo dzisiejsza środa nie jest taką zwykłą środą. Jest środą przed Suszem, co oznacza, że jestem już trochę podciśnieniowana na myśl o tym Suszu. Ale spróbujmy. Wdech, wydech… Moje tegoroczne starty jak do tej pory obfitowały w mniejsze lub większe przypały. Kara-widmo za … Czytaj dalej

GO WITH THE FLOW

  Pani w sklepie trochę dziwnie na mnie patrzyła, kiedy kilka dni temu porwałam do przymierzalni tę różową koszulkę – dziecięcą dla wzrostu 152 cm – ale oj tam, oj tam, ważne że ma przesłanie. Bardzo na czasie! Łuuuuuu, ile ja czasu na to czekałam! Przykro mi, że muszę to stwierdzić w tak bezkompromisowy sposób, … Czytaj dalej

Triathlon Lwa i inne przyjemności

Obawiałam się, że start w Suszu będzie moim pierwszym startem triathlonowym w tym sezonie. Bardzo mi zależało, żeby jednak przetrzeć się gdzieś przed Mistrzostwami Polski i… wygląda na to, że uda mi się to zrobić aż trzy razy. Dwa już za mną! Lubię takie niespodzianki. I takie zwroty akcji jak ten w czwartek. Co to … Czytaj dalej

Piąty rok startów, pierwszy start na czasówce – 1/8 IM Ślesin

Jakkolwiek dziwnie to brzmi, zaczęłam właśnie swój piąty sezon triathlonowy. Jakby nie patrzeć, mój pierwszy start odbył się w drugiej połowie maja 2014 roku. Choć nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, to z pewnością wyobrażałam sobie wtedy siebie cztery lata później… nieco dalej niż jestem w rzeczywistości. Jak bardzo nieco, tego jednak zupełnie nie … Czytaj dalej

“You’re not lost, you’re here”

Po wielu miesiącach kryzysów, wątpliwości, narzekań, płaczów, zgrzytania zębami, narzekania, zastanawiania się, wątpienia, bla bla bla, znowu mam wrażenie że jestem w najlepszym miejscu na świecie. Zastanawiam się tylko, czy naprawdę co roku muszę przejść przez taki rów mariański, żeby w pełni docenić wiosenno-letnią rzeczywistość. Z perspektywy zaledwie kilku tygodni spoglądam na to wszystko jak … Czytaj dalej

Kwiecień-plecień, dupa cycki

Kwiecień jest wielkim darem od losu po ohydnym styczniu, wstrętnym lutym i takim sobie, ale jeszcze dość podłym marcu. Słońce i długi dzień wynagradzają prawie wszystko inne. Oprócz TrainingPeaksa, którego wciąż uporczywie próbuję używać jako kalendarza, co doprowadza Wojtka do szału #imaneasyuser, zapisuję sobie wykonane treningi w poczciwym Excelu. Obok suchych danych – co i … Czytaj dalej

Mówią: jedno życie mamy, ale odradzamy się tu więcej niż raz

Zbliża się ku końcowi tydzień zwany regeneracyjnym. Wciąż mam przekonanie, że wcale go nie potrzebowałam, i jest to w gruncie rzeczy bardzo dobry znak. Przez słabą jesień, okropną zimę i kiepski początek wiosny nastały zmiany w moim grafiku treningowym. Od jakiegoś czasu – właściwie od zeszłego roku – trenowałam następującym systemem: trzy tygodnie mocnej roboty … Czytaj dalej

Dzień dobry, tu bomba tygodnia

Szybka regeneracja zawsze była moją charakterystyczną cechą. Zawsze miałam także wrażenie, że jest to coś danego mi bez żadnej zasługi z mojej strony i mogę to po prostu potraktować jako genetyczny prezent. Jakiś czas później w badaniach z pomiarem zakwaszenia “wszystko się wydało”. Trudno mnie zamęczyć objętością, a intensywności zwyczajnie do siebie nie dopuszczam. Próg … Czytaj dalej