Warszawianka. Wysokie stężenie chloru i emocji

Wodny Park Warszawianka. Miejsce, które nie dość, że ma nazwę zupełnie nie po polsku, to na domiar złego stężenie chloru, ozonu lub innej tajemniczej substancji w wodzie powoduje, że po każdym treningu mam zatkany nos i obolałe zatoki.   Fot. tele-adres.pl   Warszawianka to obiekt, do którego mam ogromny sentyment. Dość byłoby powiedzieć, że zwłaszcza w … Czytaj dalej

Tylko nie diagnoza! Na pochybel pani psycholog.

Kiedy miałam niecałe 7 lat, przeprowadziłam się z rodzicami do nowego mieszkania w Gdańsku. Nie było mi tam źle, ale histerycznie bałam się zostawać tam sama, zwłaszcza wieczorami. Właściwie to nie do końca wiem, o co mi wtedy chodziło – po prostu miałam fazę, że na pewno zeżrą mnie potwory. Jeśli rodzice wychodzili z domu … Czytaj dalej

Polska remisuje z Chorwacją

…czyli kontynuacja wpisu o borderach.  Wczoraj moje słodkie zwierzęta założyły sobie fanpage. No dobra, trochę im w tym pomogłam. Moja “cywilna” Facebookowa tablica wciąż była zawalana psimi fotkami i wpisami na temat psów, co sporą część znajomych mogło nieco nużyć. Przez wzgląd na to często wstrzymywałam się z publikowaniem opowieści i ciekawostek związanych z borderami. … Czytaj dalej

Podły świat z perspektywami

Mówi się, że jeśli wszystko idzie zaskakująco dobrze, to znaczy, że coś w końcu musi się zepsuć, i to hurtowo. Hmm, mądra głowa musiała to rzec, bo ta zasada się sprawdza. Kilka ostatnich dni spędziłam w nastroju ogólnie przytłoczonym przez istotę świata. Wszystkie przedsięwzięcia wydawały mi się trudne i odległe, z niemożliwymi włącznie, i nie … Czytaj dalej

Narzekania starego człowieka, niewykorzystane możliwości i zaniechane plany

Od razu zaznaczam że tytuł jest trochę przekorny, nie jest aż tak źle, choć zacznę mniej wesoło niż powinnam, gdybym była człowiekiem przyzwoitym. A więc – dziękuję wszystkim za życzenia! Trochę osłodziły mi ten postarzający dzień. Jeśli się spełnią, to w przyszłym sezonie koszę wszystkich równo. Tak się składa, że do 18. roku życia – … Czytaj dalej

Raz pod wozem, raz.. w nawozie – VTS Nieporęt 1/4 IM

Trzeci start na dystansie 1/4 Ironmana za mną. Znowu kilka nowych doświadczeń, znowu kilka (niestety) takich samych jak poprzednio. Zdjęć z trasy jeszcze nie posiadam (może to i lepiej.. OK, to z całą pewnością lepiej), ale relację napiszę, póki wspomnienie żywe. W piątek i sobotę pogoda nie dopisywała – było chłodno i padał deszcz. Z … Czytaj dalej

Fotosynteza, czyli jestem fizolem – część I

Życie czasem dzieli się na “przed egzaminem” i “po egzaminie”. Tak też było w zeszłym tygodniu. Przez jeden dzień, który poświęciłam na naukę do poprawki (pomiędzy treningami oczywiście – ale i tak ciągnął się w nieskończoność) narosło mi tyyyyyle zaległości, jakbym co najmniej zrobiła sobie tydzień wolnego od rzeczywistości. Wracając z uczelni, na zawsze wolna … Czytaj dalej

Nic się nie stanie, dopóki coś się nie stanie – Merry Christmas and a Happy New Fear

    Nie lubię sylwestra. Nigdy nie lubiłam. Czasem mocniej, czasem słabiej. Najsłabiej z pewnością wtedy, kiedy w czasach licealnych oddawałam się uciesze imprezowania przy każdej nadarzającej się okazji. Przełomowa noc z 2009 na 2010 rok, którą spędziłam na zawodach agility pod Białymstokiem, na długo wyleczyła mnie z pomysłu beztroskiego i suto zakrapianego imprezowania, gdyż … Czytaj dalej

Teksańska masakra wiertłem dentystycznym

Z wizyt u dentystów mam same najgorsze wspomnienia. Pierwsze traumatyczne przeżycie związane z obcowaniem ze stomatologiem mam sprzed wielu lat, gdy byłam mniej więcej ośmiolatką. Najpierw leczenie kanałowe, okupione wielkim bólem, a potem wyrywanie tego nieszczęsnego zęba. Niewiele z tych dni pamiętam, jedynie to że bolało, że ryło miałam spuchnięte jak księżyc w pełni i … Czytaj dalej

o dwa koła za dużo, o 15 biegów za mało

Jak zwykle muszę zacząć od dygresji. Przepraszam. Nie przewijajcie lepiej tego wpisu do samego końca, bo od razu odechce Wam się czytać. Mimo wszystko zachęcam. Szybko Wam pójdzie. Zaczynamy. Dzień przed wyjazdem z Grzybna plan treningu z zakładką popsuł mi samochód, utopiony w Jeziorze Białym. Zamiast biegu z pływaniem miałam sam bieg, a nad jeziorem … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO 2013: podsumowanie: część I – BORDERY

Do podsumowania swojego grzybnowego mikrocyklu biegowo-rowerowo-pływackiego poczekam do pierwszych warszawskich treningów. Na razie nie wiem, czy powinnam się cieszyć czy dołować, więc bezpieczniej będzie zacząć od psów. A pod względem psich treningów naprawdę jestem usatysfakcjonowana. To były pierwsze dorosłe wakacje Smoka. W zeszłym roku byliśmy z nim w Grzybnie na dwa tygodnie, ale był wtedy … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO: dzień 27: wigilia wyjazdu

Zdecydowaliśmy, że jedziemy do domu jutro. Nie żeby nam się tutaj przykrzyło- co to to nie. Po prostu co najmniej od wczoraj jesteśmy już tak stargetowani na wyjazd, że uznaliśmy, iż nie ma co zwlekać. Skoro będziemy jechać późnym popołudniem to jest ryzyko, że całą drogę będę śpiewać, a nie spać, jak to bywa porankami. … Czytaj dalej