uwaga, gorzkie żale.. (+ pean na Smosia + sto lat Rastulu)

Nie mam problemu z motywacją, jeśli tylko widzę postęp, który mnie satysfakcjonuje. No dobrze, trudno jest zrobić taki progres, który by mnie naprawdę cieszył, ale to się zdarzało. Kiedyś nawet dosyć regularnie. Tak mniej więcej co trening. Ciekawe, czy kiedyś dotrę z powrotem do tego momentu. Z pływaniem dzieje się fantastycznie. Z rowerem też świetnie. … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO 2013: dzień 28: wszędzie dobrze, a i w domu nienajgorzej

Dzień rozpoczął się jak zwykle wcześnie i jak zwykle treningiem. Wszystko byłoby zwyczajnie i po bożemu, gdyby nie pewna osobliwość, która spotkała mnie nad jeziorem. Miał być trening z zakładką, tak jak tydzień i dwa tygodnie temu: 5 km biegiem, pływanie i z powrotem. A więc dotarliśmy nad Białe – ja biegiem, Wojtek na rowerze, … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO 2013: dzień 24: starcie z najmocniejszym przeciwnikiem

Każdy zaniechany trening to jak lewy sierpowy w moje sumienie. Każdy skrócony trening przybliża mnie do chwili, w której spakuję swoje rzeczy, wyniosę się do głuszy, zamieszkam w jaskini i będę tam żyć, dopóki nie zjedzą mnie wilcy. W minionym roku było wiele niewykorzystanych okazji. Zbyt często przegrywałam, więc cały 2012 upłynął pod znakiem zmagań … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO 2013: dzień 22: spać, trenować, spać, trenować!

Treningowo było dobrze- bez próżnowania, choć także bez mocnych uderzeń. Wstawanie z łóżka rano idzie mi tutaj bez porównania gorzej niż w Warszawie. Dzisiaj było wyjątkowo źle, bo po przebudzeniu się poczułam, że wczorajszy ból głowy dalej mnie trzyma, a do tego mam zatkany nos, bolące gardło i w ogóle czuję się jakoś niewyraźnie. Psy … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO 2013: dzień 13: bomba wybrała.. czyli śmierć w męczarniach

Echm, no cóż… Zaliczyłam nieprzeciętny zgon. Treningowo dzień naprawdę się udał, ale co się przy tym wycierpiałam, to moje. Niestety znowu nie udało mi się wyspać w nocy. Wojtek jest przyzwyczajony, że zasypia przy telewizorze, ja za to słabo śpię, jak coś nade mną brzęczy (chyba że to samochody z krajowej siódemki, które mam na … Czytaj dalej

PROJEKT GRZYBNO 2013: dzień 9: Wieżyca, Wieżyca, Wieżyca…

…Wieżyca, Wieżyca… i jeszcze tak siedem razy. Ale po kolei, po kolei. Zacznijmy od treningów, skoro już ruszyłam tę kwestię. Dziś był konkretny i udany treningowo dzień. Rano- 12 km rozbiegania po lasach. Najdłuższe moje wybieganie od długiego czasu, a więc jestem zadowolona. Głupie kolano (a raczej jego okolice) odrobinę się odzywało na zbiegach i … Czytaj dalej

(GIANT!) HERBALIFE TRIATHLON GDYNIA 2013 (i 8. dzień projektu Grzybno)

Wczorajszy dzień rozpoczął się dla mnie bardzo wcześnie. Odwołuję to co napisałam przedwczoraj- o piątej wcale nie jest tak ciemno. Po prostu wtedy było wyjątkowo pochmurno; wczoraj pogoda dopisywała od samego rana i biegałam sobie już za jasności. Po powrocie zdążyłam jeszcze porzucać psom frisbee (dwa dni temu pomyślałam sobie, że dobrze będzie zrobić Smokowi … Czytaj dalej

By to szlak..!

W tytule nie ma błędu. Chodzi o szlak. Taki w Kampinoskim Parku Narodowym. Ale od początku.. Jak pewnie większość Czytelników zdążyła się już zorientować, jestem absolutnie zakręcona na punkcie moich ukochanych Giantów. W zeszłym roku kupiłam swoją pierwszą szosówkę, w której od razu się zakochałam. Od początku jednak zdawałam sobie sprawę z tego, że moja … Czytaj dalej

Allez allez pharmacie!

W tym roku wyjątkowo intensywnie i z nadzwyczajną sobie ciekawością oglądam Tour de France. Długo można by się rozpisywać o tym wyścigu, ale dziś nie chcę pisać o emocjach, jakie towarzyszą zarówno kolarzom, jak i chyba całej Francji. Doping na trasie jest niesamowity- energia kibiców porozstawianych na trasie i wszystko to, co jako widzowie mamy … Czytaj dalej

Be a (WMT)Master

W Warsaw Masters Team nie ma czasu na otrząsanie się z szoku. Choć w kontekście pływania na basenie Polonii nie można dosłownie powiedzieć o rzuceniu się na głęboką wodę, to przekonałam się, że i płytka woda może mieć drugie dno 🙂 Do Mastersów trafiłam w lutym tego roku. Do tego czasu pływałam sobie nieregularnie i … Czytaj dalej

per aspera ad astra

tak było: od bohatera do zera w jeden dzień. biegać, biegać, BIEGAĆ za wszelką cenę. 100 km w tygodniu, bo poniżej 80 wpadałam w panikę. nie chciałam odpuścić na jeden dzień, bo byłam przekonana, że przez dobę stracę wszystkie umiejętności, wydolność, chęci. PRZEabsurd, a przeabsurdy muszą kończyć się źle. wiedziałam, że tak będzie! wszystkie mądre … Czytaj dalej